Rozdział dedykuje mojej przyjaciółce, Magdzie. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin !
Pauline wciąż nie mogła uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Pan Belmar opowiedział jej o specyfice pracy w operowym chórze, przekazał jej pierwszą część malutkiej pensyjki, którą od dzisiaj będzie dostawać co miesiąc. Przydzielił jej też pokój; wszystkie chórzystki mieszkają w operze, żeby zawsze być do dyspozycji swoich przełożonych.
Pauline, gdy tylko wyszła na korytarz, poczuła na szyi bardzo mocny uścisk. Grace rzuciła się na nią tak jakby znały się już od bardzo dawna.
- Dostałam się do chóru ! Czy to nie cudownie ?! - krzyknęła dziewczyna puszczając na chwilę Pauline.
- Tak. Bardzo. - uśmiechnęła się cierpko
Grace miała dziwny talent do wyssysania ze świata całego szczęścia i przekazywania go sobie.
- Jaki masz numer pokoju ?! Ja 15 ! Mam nadzieję, że mieszkamy obok siebie !
Pauline z ociąganiem wyciągnęła z kieszeni mały, żelazny klucz, który podarował jej pan Belmar. Z niechęcią przeczytała wyryty na nim napis:
- Numer 16. - powiedziała zrezygnowanym tonem.
Grace znowu przytuliła Pauline, jeszcze mocniej niż wcześniej.
- Mieszkamy obok siebie ! Obok siebie ! - krzyczała pełnym entuzjazmu głosem – Możemy się odwiedzać ! Będę do ciebie codziennie przychodzić !
Grace z entuzjazmem ruszyła w stronę pokoi. Różowy kapelusz śmiesznie podskakiwał na pełnej rudych loków głowie. Zrezygnowana Pauline podążyła za nią. Już teraz bała się codziennych wizyt zbyt radosnej dziewczyny...
***
Pan Debiane przechadzał się niespokojnie po swoim gabinecie. W jego głowie biły się sprzeczne myśli. Kochał operę, ale nie mógł tu zostać. Tak, Debiane zdecydowanie miał dość Upiora, a przede wszystkim, ukrywania przed przychodzącymi do opery ludźmi, ze w gmachu grasuje Upiór. Cena, którą zaproponował Bonner była odpowiednia, nawet zbyt duża jak za nawiedzoną operę. Jeszcze dzisiaj przedstawi go Erikowi i w końcu nie będzie musiał martwić się o to ile baletnic każdego dnia przeraża Upiór.
***
Pokój był mały, właściwie była to połówka małego pokoju, gdyż przedzielono go cieńką, drewnianą ścianką. Komuś – ku zdziwieniu Pauline – udało się tam upchnąć łóżko, malutką szafę, stolik i zupełnie niepasujące do wystroju pokoju, wielkie lustro.
Podekscytowana Pauline weszła do środka i usiadła na łóżku. Grace poszła do swojego pokoju, ale Pauline miała wrażenie, że dziewczyna nie wytrzyma w samotności nawet kilku minut i za chwilę przyjdzie z nią porozmawiać. I rzeczywiście kilka minut później, Grace z impetem wparowała do pokoju. Była przerażona.
- Grzebień ! Zniknął ! To on ! Ukradł ! Wziął ! Nie ma ! Nigdzie ! - krzyczała jeszcze bezładniej niż zazwyczaj.
Pauline podeszła do niej, położyła ręce na jej ramionach i mocną nią potrząsneła.
- Uspokój się ! - powiedziała stanowczo
- To...to był on, Pauline – głos Grace drżał ze zdenerwowania.
- Co za on ? I powiedz mi co się stało !
- Ja... ja położyłam grzebień na stole – opowiadała Grace z wielkim przejęciem – Odwróciłam się na chwilę, a gdy chciałam się uczesać, grzebienia już nie było. To on to zrobił. To musiał być on !
Łzy strumieniami zaczęły spływać po twarzy dziewczyny.
- Uspokój się, Grace ! - Pauline raz jeszcze potrząsnęła przerażoną koleżanką. - Kim jest ten on ?
- Uu...piór – wyjąkała cicho, jakby z przestrachem Grace
- Co za Upiór ?
- Nie słyszałaś jeszcze o Upiorze Opery ?!
- Nie, nigdy nie słyszałam o tym duchu.
- Upiorze, Pauline, Upiorze !
Grace znów była w swoim żywiole. Nareszcie mogła podzielić się z Pauline jakąś ciekawą historią.
- Baletnice opowiadały mi... - zaczęła.
Jej głos przepełniony był dawnym entuzjazmem.
- Wierzysz baletnicom ?! - zdziwiła się Pauline – Przecież one są znane w całej operze z nazbyt wybujałej wyobraźni.
- Ale ta historia to prawda ! - powiedziała Grace obrażonym tonem - Wiem, że to prawda ! A teraz słuchaj !
Złość dziewczyny przeszła tak nagle jak się pojawiła, zastąpiona przez nowy atak entuzjazmu.
- Wszyscy pracownicy opery wiedzą, że w gmachu grasuje Upiór ! Baletnice mówią, że na początku ludzie uważali go za dobry znak, talizman, dzięki któremu udawały im się wszystkie występy, ale to się zmieniło. Z opery zaczęły znikać należące do pracowników rzeczy, takie jak mój grzebień, ludzie od razu wiedzieli, że to Upiór ukradł...
- Żal mi tego Upiora. – wtrąciła Pauline – Ktoś zgubi grzebień i od razu mówi, że to Upiora wina.
- Dlaczego mieliby nie oskarżać Upiora, skoro wiadomo, że to on kradnie ?! - zdziwiła się Grace.
- To, że ludzie myślą, że Upiór kradnie, nie znaczy, że to on. Sami gubią swoje rzeczy, a potem muszą zrzucić na kogoś winę.
- To Upiór ! Każdy to wie ! Zresztą kradzieże nie są najgorsze ! Upiór zabija !
- Zabija ?!
- Tak ! Podobno kilka osób znaleziono powieszonych ! Wszyscy wiedzą, że to robota Upiora !
- A czy ktoś widział tego Upiora ? - zapytała sceptycznie Pauline
- Pan Belmar go widział ! Miał na twarzy białą maskę, był ubrany na czarno i miał długą, też czarną pelerynę, która powiewała.... - Grace zatrzymała się na chwilę, szukając w swoim małym móżdżku pasującego tu przymiotnika – operowo. - powiedziała w końcu.
- A wszyscy traktują przywidzenia pana Belmara poważnie ? - Pauline uśmiechnęła się złośliwie.
- Twierdzisz, że nie wiem co mówię, że to zwykłe plotki ?! Myślałam, że jesteś inna ! Że będziesz dobrą przyjaciółką ! - krzyczała wściekła Grace
- Ja nie chciałam ! Nie miałam tego na myśli ! - Pauline starała się ratować sytuację.
Grace jednak w ogóle jej nie słuchała. Wybiegła z pokoju, mocno trzaskając drzwiami.
Nastrój:
tagi: