- main - book - myself - fav - characters - rest of menu -

Powrót

Rozdział 3 - Moje lustro mówi !

czwartek, 28.maja.2009, 18:05
Erik wolnym krokiem zmierzał w stronę gabinetu pana Debiene. Dyrektor wezwał go tam, jak powiedział w bardzo ważnej sprawie, Erik nie wiedział jednak w jakiej. Zresztą to Erika tak naprawdę w ogóle nie obchodziło. Odkąd skończyły się przesłuchania myślał tylko o niej, a myśląc o niej, musiał myśleć też o Christine. Tak, gdy tylko zobaczył Pauline, bolesne wspomnienia powróciły ze zdwojoną siłą. Od dwóch lat starał się zapomnieć o Christine, ale nie potrafił. Nawet teraz w jego kieszeni ciążył pierścionek zaręczynowy, który mu oddała, jedyna pamiątka jaką po sobie pozostawiła. Wyciągnął go ostrożnie. Wyglądał tak jak w dniu, odejścia Christine, jednak Erikowi wydawało się, że ściemniał odrobinę, jakby od nadmiaru związanego z nim smutku.
Nagle jakaś, spiesząca się na zajęcia baletnica, wpadła na Erika, przerywając jego rozmyślania. Erik dopiero teraz spostrzegł, ze stoi już przed gabinetem pana Debiene. Zastukał kilka razy w grube, drewniane drzwi.
- Proszę – usłyszał cichy głos dyrektora.
Erik wszedł do gabinetu. Ledwo dostrzegł niskiego pana Debiene, pod górą bibelotów, które dyrektor pakował do wielkiej walizki.
- Dzień dobry ! Proszę usiąść ! - Debiene zepchnął ze stojącego przy dyrektorskim biurku, krzesła niepotrzebne śmieci.
- Po co mnie pan wezwał ? - zapytał Erik, siadając na wskazanym krześle.
- Mam już dość operowego świata, panie Destler. Ciągłych przedstawień, hałasu, muzyków domagających się coraz wyższych pensji...
I spadających pod nogi wisielców – dodał w myślach
- Przechodzę na emeryturę !
- Kto pana zastąpi ?
- Wiktor Bonner, z zawodu piekarz. Chciał na stare lata, zająć się czymś mniej wymagającym od pieczenia chleba, więc kupił operę.
Erika zaniepokoiły odrobinę słowa pana Debiene, piekarz myślący, że prowadzenie opery jest łatwe, na pewno będzie gorszy od niezbyt lubianego, ale zaradnego dyrektora.
- Pan Bonner zjawi się tu jutro z samego rana. - powiedział Debiene kontynuując pakowanie, dał tym samym znak, że rozmowa dobiegła końca.
Erik wychodząc usłyszał jeszcze dźwięk spadającej na dyrektora drogiej, porcelanowej zastawy.
***
Pauline leżała w łóżku, szczelnie skryta pod kołdrą. Nie mogła zasnąć, z podekscytowania, w końcu była to jej pierwsza noc w operze, ale też ze zdenerwowania dziwnym zachowaniem Grace.
Nagle, pokój wypełnił delikatny głos. Wydobywał się chyba z... lustra.
- Witaj, Pauline !
Dziewczyna jeszcze mocniej zakryła się kołdrą.
- Kim jesteś ? - zapytała cicho
- Przyjacielem. - odpowiedział głos. - Słyszałaś kiedyś o Aniele Muzyki ? - dodał po chwili.
Anioł Muzyki. Tak, Pauline słyszała, opowieści o tajemniczym wysłanniku niebios, który, odwiedza, co bardziej utalentowane chórzystki, otwierając im drogę do kariery, ale mówiąc szczerze nigdy w nie nie wierzyła. Jednak właściciel tego, przyprawiającego ją o dreszcze głosu, wciąż pozostawał niewidoczny, jak prawdziwy Anioł.
- Tak. - odpowiedziała w końcu niepewnie.
- Ja jestem twoim Aniołem Muzyki. - przemówił czule głos. - Dzięki mnie staniesz się najlepszą śpiewaczką w Altar, a może nawet na całym świecie.
Pauline bała się, ale tajemniczy przybysz wzbudzał w niej dziwne zaufanie.
- Moim Aniołem... Najlepszą śpiewaczką.... - powtarzała po nim cicho, jak w transie.
- Tak, a dzisiejszej nocy, odbędzie się nasza pierwsza lekcja. Musimy nauczyć cię partii z opery „Prior Cantus”, w której na pewno wkrótce zaśpiewasz.
Anioł zaczął śpiewać. Była to tylko krótka partia, ze znanej wszystkim, lecz dosyć marnej opery, jednak zaśpiewana przez Anioła wydawała się dziełem sztuki. Pauline pomyślała, że nawet jedna ze sprośnych, pijackich piosenek, które tak często słyszała w biedniejszej dzielnicy Altar gdzie mieszkała brzmiałaby pięknie, gdyby to on ją zaśpiewał.
Tymczasem Grace wydawało się, że za przedzielającą pokój ścianką, słyszy iście anielski śpiew. Po dłuższym zastanowieniu, uznała jednak, że się jej przyśnił. Przecież nikt, nawet najprawdziwszy Anioł, nie potrafiłby śpiewać lepiej od niej.
***
Podziemne korytarze wypełniał grzmot organów. Pan Priestley, szczurołap, nigdy nie miał ucha do muzyki, ale ta wydawała mu się piękna i dziwnie hipnotyzująca.
Na tyle hipnotyzująca, że wbrew zdrowemu rozsądkowi, chciał poznać jej autora.
Niepewnie ruszył w stronę, z której dobiegały dźwięki. Po kilkunastu minutach marszu, doszedł do końca jednego, z bocznych korytarzy. Jeszcze nigdy nie zapuszczał się tak daleko, w głąb, przypominających labirynt piwnic opery. Wydawało się, że z korytarza nie ma wyjścia, ale to właśnie tu muzyka była najgłośniejsza, tak jakby grający był tuż za ścianą. Ale Priestley, zauważył pewną różnicę, w wyglądzie muru, tak subtelną, ze człowiek, który nie spędzał w piwnicach całych dni, nawet by jej nie zauważył. Dotknął mocno, kilku cegieł, lekko różniących się kolorem od reszty.
Ściana niespodziewanie poruszyła się, odsłaniając coś czego Priestley nigdy by się nie spodziewał, w piwnicach opery. Szczurołap ujrzał wielką grotę, oświetlana przez tysiące świec. W środku była, można by powiedzieć, cała opera. Dekoracje, rekwizyty, porozrzucane partytury – pamiątki, z chyba wszystkich przedstawień, jakie do tej pory wystawiono w altarskim gmachu. Przy wielkich organach, znajdujących się w centrum pomieszczenia, komponowała ubrana w długi czarny płaszcz postać. Chwiejne światło świec, oświetlało leżące przed nią nuty.
- To Upiór ! Dokładnie taki jak mówił pan Belmar.- pomyślał Priestley, nie odrywając wzroku od tajemniczej postaci.
Mężczyzna nagle odwrócił się i obdarzył Priestleya pełnym nienawiści spojrzenie.
Szczurołap zdziwił się bardzo, widząc jego twarz.
- Więc to on jest Upiorem ! Natychmiast pójdę do pana Debiene i powiem, mu o tym ! - myślał Priestley - Ale on Upiorem ?! To niemożliwe !
A tymczasem Upiór wolnym krokiem szedł w stronę niczego, nie świadomego szczurołapa. Priestley, jęknął cicho, gdy poczuł, zaciskający się na szyi sznur...
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:


16 komentarzy
Następne 12 Poprzednie

Aga Aga.mylog.plczwartek, 6.sierpnia.2009, 20:11
77.254.55.221

Plagiatu ciąg dalszy.
Debiene (może ten od Lerouxa?) to nikt inny jak i eks dyrektor u Pratchetta.
Szczurołap to Pounder
Bonner (swoją dorgą nazwisko zerżnięte z innego fanfica czy mi się zdaje? ^^)to nikt inny  jak Kubeł
A sam Eryk czyżby robił za Sallzellę?


- rest of menu -

2009
maj (4)
czerwiec (1)

Mój Profil

Podlinkuj

brak kategorii (5)
wszystkie (5)

sofonia

Linki


Twilightowo


Lucida Sans Unicode. xHTML 1.0.
Motyw z filmu The Phantom of the Opera.
Chcesz taki szablon?

The Phantom of the Opera...