- main - book - myself - fav - characters - rest of menu -


MusicPlaylist
Music Playlist at MixPod.com

Rozdział 4 - Nowy Dyrektor

środa, 17.czerwca.2009, 17:24
Przepraszm, że tak długo nie było żadnych notek. Miałam bardzo dużo nauki :)

Grace zdenerwowana, przechadzała się po pokoju. Myślała, że Pauline przyjdzie do niej przeprosi, przecież nie mogła długo wytrzymać bez tak dobrej przyjaciółki, jaką była Grace. Zresztą denerwowało ją to, że nie miała z kim porozmawiać. Pauline była jedną z nielicznych osób, które nie kazały jej się zamknąć po pierwszym słowie.
Nagle zobaczyła jak jakiś wystający spod łóżka przedmiot, błysnął lekko.
- Mój grzebień... - powiedziała cicho, podnosząc znalezisko.
Zrobiło jej się smutno. Łzy same zaczęły spływać po okrągłych policzkach. Obraziła jedyna osobę, która potrafiła jej słuchać więcej niż pięć minut, bo myślała, że jej ulubiony grzebień ukradł Upiór.
- Ale powinna mi uwierzyć ! - gniewna myśl, wepchnęła się niespodziewanie do małego móżdżku Grace.
Mimo wszystko dziewczyna zdecydowała, że przeprosi Pauline, bo z kim inaczej podzieliłaby się najnowszymi ploteczkami ?
***
Pauline powoli wstała z łóżka. W głowie wciąż dźwięczały jej śpiewane przez Anioła piosenki. Wciąż wydawało jej się, że nocna lekcja była tylko snem, wiedziała jednak, że przez cały czas była przytomna. Tajemniczy mistrz odszedł już godzinę temu, ale Pauline wciąż miała nadzieje, że powróci. Drgnęła lekko słysząc głośne pukanie do drzwi. Wiedziała, że Anioł, nie wchodziłby drzwiami, ale wciąż miała nadzieje, że to on.
- Proszę ! - krzyknęła pełnym podekscytowania głosem.
Drzwi otworzyły się z impetem, ukazując ubraną w długą, jaskrawą sukienkę, Grace. Rude loki wyglądały śmiesznie, spod żółtego kapelusza. Dziewczyna patrzyła na Pauline, niepewnie.
- Przepraszam. - powiedziała cicho.
Było widać jak trudne było dla niej wypowiedzenie tych słów.
Pauline spojrzała na nią zdumiona.
- Nie ma za co – powiedziała w końcu.
Nie mogła uwierzyć w to, ze Grace ją przeprosiła. Łatwiej byłoby nawet uwierzyć w nagłą wizytę ufoludka w jej pokoju. Była tak oszołomiona, że nie potrafiła nie przyjąć przeprosin.
- Słyszałaś, że dyrektor Debiene przechodzi na emeryturę ?! - Grace znów zachowywała się, ze zwykłym sobie entuzjazmem. - Podobno już odszedł ! Dzisiaj ma pojawić się nowy dyrektor !
Rzeczywiście poprzedniego wieczoru, Pauline, słyszała jak baletnice, swoim zwyczajem, rozpowiadały plotki o zmianie na stanowisku dyrektora.
- Tak. - odpowiedziała w końcu, z szerokim uśmiechem. Nawet Grace nie mogła dziś zniszczyć jej bardzo dobrego nastroju, wywołanego nocną lekcją.
- Może pójdziemy go zobaczyć ? - Grace zapytała miło, ale Pauline wiedziała, że dziewczyna nie da jej spokoju dopóki się nie zgodzi.
- To dobry pomysł ! Chodźmy ! - odpowiedziała, próbując nadać swojemu głosowi entuzjastyczne brzmienie.
Grace szybkim krokiem, nie czekając na dziewczynę, wyszła z pokoju. Pauline wolno podążyła za nią.
Gdy tylko drzwi zamknęły się za nimi, szczupła, odziana w czarną rękawiczkę dłoń, położyła na stoliku piękną, krwistoczerwoną róże.
***
Wiktorowi Bonner, w końcu, po długiej podróży krętymi uliczkami Altar, udało się dotrzeć pod gmach opery. Biedny dyrektor od samego rana stał w korkach , a ten dyliżans, za którym jechał na ostatniej prostej... Jego kierowca mógłby kupić szybszego koni.
W końcu raczył obdarzyć budynek, krótkim spojrzeniem. Był duży. Na pewno większy od jego, nie małej, piekarni. A te wstrętne rzeźby, którymi był pokryty, wyglądały na bardzo ciężkie. Przez nie miał wrażenie, że opera zaraz się zawali. Gdy oglądał ją po raz pierwszy, po ostro zakrapianej alkoholem kolacji u pana Debiene, wyglądała inaczej. Dużo lepiej !
Niechętnie zaczął wspinać się po prowadzących do wejścia schodach. Wyjątkowo brudnych, trzeba wspomnieć. Koniecznie musi porozmawiać z odpowiedzialnym za nie sprzątaczem.
- Witamy w operze, panie Bonner ! - jakaś postać, powitała go na szczycie schodów.
- Dzień dobry. - odpowiedział dyrektor, dysząc ciężko.
Te schody były zdecydowanie za strome dla kogoś w jego wieku. Trzeba będzie coś z tym zrobić !
- Kim pan jest ? - zapytał po chwili.
- Erik Destler, dyrektor muzyczny. - przedstawił się krótko mężczyzna. - Proszę iść za mną.
Bonner, przeszedł za Erikiem, otwartymi drzwiami gmachu. Wielki tłum w foyer opery wcale go nie zaszkodził. Tłoczyli się tu chyba wszyscy pracownicy opery. Udawali, że przyszli tu przypadkiem, ale było wiadomo, że chcą po prostu zobaczyć tak ważną osobistość jak on.
Erik i dyrektor szli w stronę, opustoszałej teraz sceny. Zaciekawiony tłum wciąż podążał za nimi.
- Chciałbym zobaczyć mój gabinet. - powiedział dyrektor, zimnym głosem.
Przestąpił jeszcze kilka kroków w przód, gdy coś ciężkiego spadło mu pod nogi. Zaskoczony potknął się i upadł na to. Natychmiast głośno krzyknął. To... to był trup. Prawdziwy trup. Jego puste oczy, jakby z wyrzutem, obserwowały Bonnera. Sine usta zamarły już na zawsze, w niemym wyrazie bólu.
- Zabierzcie go ! Zabierzcie ! Szybko ! - Wiktor rozkazywał bezradnie.
Nagle przez głowę przemknęła mu bardzo denerwująca myśl. Takie tchórzliwe zachowanie było bardzo kompromitujące. Co ludzie sobie o nim pomyślą.
- Kto to jest ? - próbował brzmieć poważnie, ale w jego głosie wciąż było słychać piskliwą nutę.
- To pan Priestley, szczurołap. - odpowiedział ktoś z tłumu.
- To na pewno Upiór ! - dodał ktoś inny.
Dyrektor próbował podnieść się, ale zrezygnował, gdy uświadomił sobie, że musiałby w tym celu dotknąć martwego Priestleya.
Upiór. Debiene chyba wspominał o jakimś Upiorze, ale Bonner wziął to za głupi żart.
- O co chodzi z tym Upiorem ? - zapytał.
Kilka osób przeciągnęło ciało Priestleya za scenę. Dyrektor wstał w końcu.
- Pan Debiene, nie wspominał o Upiorze kiedy kupował pan operę ? - zdziwił się Erik.
- Gdy już sprzedał mi operę powiedział, że „Ludzie ubzdurali sobie, że w gmachu grasuje Upiór, który zabija ludzi, kradnie różne przedmioty, żąda pieniędzy i inne takie głupoty. Czego to ludzie, z nudów nie wymyślą. Proszę się nie martwic to kompletne bzdury oczywiście. „ Myślałem, że to żart !
- To wcale nie żart. Chodźmy do pana gabinetu, wszystko panu wyjaśnię.
Erik i Bonner udali się w stronę ukrytego w mroku sceny gabinetu...
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Rozdział 3 - Moje lustro mówi !

czwartek, 28.maja.2009, 18:05
Erik wolnym krokiem zmierzał w stronę gabinetu pana Debiene. Dyrektor wezwał go tam, jak powiedział w bardzo ważnej sprawie, Erik nie wiedział jednak w jakiej. Zresztą to Erika tak naprawdę w ogóle nie obchodziło. Odkąd skończyły się przesłuchania myślał tylko o niej, a myśląc o niej, musiał myśleć też o Christine. Tak, gdy tylko zobaczył Pauline, bolesne wspomnienia powróciły ze zdwojoną siłą. Od dwóch lat starał się zapomnieć o Christine, ale nie potrafił. Nawet teraz w jego kieszeni ciążył pierścionek zaręczynowy, który mu oddała, jedyna pamiątka jaką po sobie pozostawiła. Wyciągnął go ostrożnie. Wyglądał tak jak w dniu, odejścia Christine, jednak Erikowi wydawało się, że ściemniał odrobinę, jakby od nadmiaru związanego z nim smutku.
Nagle jakaś, spiesząca się na zajęcia baletnica, wpadła na Erika, przerywając jego rozmyślania. Erik dopiero teraz spostrzegł, ze stoi już przed gabinetem pana Debiene. Zastukał kilka razy w grube, drewniane drzwi.
- Proszę – usłyszał cichy głos dyrektora.
Erik wszedł do gabinetu. Ledwo dostrzegł niskiego pana Debiene, pod górą bibelotów, które dyrektor pakował do wielkiej walizki.
- Dzień dobry ! Proszę usiąść ! - Debiene zepchnął ze stojącego przy dyrektorskim biurku, krzesła niepotrzebne śmieci.
- Po co mnie pan wezwał ? - zapytał Erik, siadając na wskazanym krześle.
- Mam już dość operowego świata, panie Destler. Ciągłych przedstawień, hałasu, muzyków domagających się coraz wyższych pensji...
I spadających pod nogi wisielców – dodał w myślach
- Przechodzę na emeryturę !
- Kto pana zastąpi ?
- Wiktor Bonner, z zawodu piekarz. Chciał na stare lata, zająć się czymś mniej wymagającym od pieczenia chleba, więc kupił operę.
Erika zaniepokoiły odrobinę słowa pana Debiene, piekarz myślący, że prowadzenie opery jest łatwe, na pewno będzie gorszy od niezbyt lubianego, ale zaradnego dyrektora.
- Pan Bonner zjawi się tu jutro z samego rana. - powiedział Debiene kontynuując pakowanie, dał tym samym znak, że rozmowa dobiegła końca.
Erik wychodząc usłyszał jeszcze dźwięk spadającej na dyrektora drogiej, porcelanowej zastawy.
***
Pauline leżała w łóżku, szczelnie skryta pod kołdrą. Nie mogła zasnąć, z podekscytowania, w końcu była to jej pierwsza noc w operze, ale też ze zdenerwowania dziwnym zachowaniem Grace.
Nagle, pokój wypełnił delikatny głos. Wydobywał się chyba z... lustra.
- Witaj, Pauline !
Dziewczyna jeszcze mocniej zakryła się kołdrą.
- Kim jesteś ? - zapytała cicho
- Przyjacielem. - odpowiedział głos. - Słyszałaś kiedyś o Aniele Muzyki ? - dodał po chwili.
Anioł Muzyki. Tak, Pauline słyszała, opowieści o tajemniczym wysłanniku niebios, który, odwiedza, co bardziej utalentowane chórzystki, otwierając im drogę do kariery, ale mówiąc szczerze nigdy w nie nie wierzyła. Jednak właściciel tego, przyprawiającego ją o dreszcze głosu, wciąż pozostawał niewidoczny, jak prawdziwy Anioł.
- Tak. - odpowiedziała w końcu niepewnie.
- Ja jestem twoim Aniołem Muzyki. - przemówił czule głos. - Dzięki mnie staniesz się najlepszą śpiewaczką w Altar, a może nawet na całym świecie.
Pauline bała się, ale tajemniczy przybysz wzbudzał w niej dziwne zaufanie.
- Moim Aniołem... Najlepszą śpiewaczką.... - powtarzała po nim cicho, jak w transie.
- Tak, a dzisiejszej nocy, odbędzie się nasza pierwsza lekcja. Musimy nauczyć cię partii z opery „Prior Cantus”, w której na pewno wkrótce zaśpiewasz.
Anioł zaczął śpiewać. Była to tylko krótka partia, ze znanej wszystkim, lecz dosyć marnej opery, jednak zaśpiewana przez Anioła wydawała się dziełem sztuki. Pauline pomyślała, że nawet jedna ze sprośnych, pijackich piosenek, które tak często słyszała w biedniejszej dzielnicy Altar gdzie mieszkała brzmiałaby pięknie, gdyby to on ją zaśpiewał.
Tymczasem Grace wydawało się, że za przedzielającą pokój ścianką, słyszy iście anielski śpiew. Po dłuższym zastanowieniu, uznała jednak, że się jej przyśnił. Przecież nikt, nawet najprawdziwszy Anioł, nie potrafiłby śpiewać lepiej od niej.
***
Podziemne korytarze wypełniał grzmot organów. Pan Priestley, szczurołap, nigdy nie miał ucha do muzyki, ale ta wydawała mu się piękna i dziwnie hipnotyzująca.
Na tyle hipnotyzująca, że wbrew zdrowemu rozsądkowi, chciał poznać jej autora.
Niepewnie ruszył w stronę, z której dobiegały dźwięki. Po kilkunastu minutach marszu, doszedł do końca jednego, z bocznych korytarzy. Jeszcze nigdy nie zapuszczał się tak daleko, w głąb, przypominających labirynt piwnic opery. Wydawało się, że z korytarza nie ma wyjścia, ale to właśnie tu muzyka była najgłośniejsza, tak jakby grający był tuż za ścianą. Ale Priestley, zauważył pewną różnicę, w wyglądzie muru, tak subtelną, ze człowiek, który nie spędzał w piwnicach całych dni, nawet by jej nie zauważył. Dotknął mocno, kilku cegieł, lekko różniących się kolorem od reszty.
Ściana niespodziewanie poruszyła się, odsłaniając coś czego Priestley nigdy by się nie spodziewał, w piwnicach opery. Szczurołap ujrzał wielką grotę, oświetlana przez tysiące świec. W środku była, można by powiedzieć, cała opera. Dekoracje, rekwizyty, porozrzucane partytury – pamiątki, z chyba wszystkich przedstawień, jakie do tej pory wystawiono w altarskim gmachu. Przy wielkich organach, znajdujących się w centrum pomieszczenia, komponowała ubrana w długi czarny płaszcz postać. Chwiejne światło świec, oświetlało leżące przed nią nuty.
- To Upiór ! Dokładnie taki jak mówił pan Belmar.- pomyślał Priestley, nie odrywając wzroku od tajemniczej postaci.
Mężczyzna nagle odwrócił się i obdarzył Priestleya pełnym nienawiści spojrzenie.
Szczurołap zdziwił się bardzo, widząc jego twarz.
- Więc to on jest Upiorem ! Natychmiast pójdę do pana Debiene i powiem, mu o tym ! - myślał Priestley - Ale on Upiorem ?! To niemożliwe !
A tymczasem Upiór wolnym krokiem szedł w stronę niczego, nie świadomego szczurołapa. Priestley, jęknął cicho, gdy poczuł, zaciskający się na szyi sznur...
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Rozdział 2 - Czy to Upiór ?!

piątek, 22.maja.2009, 19:47
Rozdział dedykuje mojej przyjaciółce, Magdzie. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin !


Pauline wciąż nie mogła uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Pan Belmar opowiedział jej o specyfice pracy w operowym chórze, przekazał jej pierwszą część malutkiej pensyjki, którą od dzisiaj będzie dostawać co miesiąc. Przydzielił jej też pokój; wszystkie chórzystki mieszkają w operze, żeby zawsze być do dyspozycji swoich przełożonych.
Pauline, gdy tylko wyszła na korytarz, poczuła na szyi bardzo mocny uścisk. Grace rzuciła się na nią tak jakby znały się już od bardzo dawna.
- Dostałam się do chóru ! Czy to nie cudownie ?! - krzyknęła dziewczyna puszczając na chwilę Pauline.
- Tak. Bardzo. - uśmiechnęła się cierpko
Grace miała dziwny talent do wyssysania ze świata całego szczęścia i przekazywania go sobie.
- Jaki masz numer pokoju ?! Ja 15 ! Mam nadzieję, że mieszkamy obok siebie !
Pauline z ociąganiem wyciągnęła z kieszeni mały, żelazny klucz, który podarował jej pan Belmar. Z niechęcią przeczytała wyryty na nim napis:
- Numer 16. - powiedziała zrezygnowanym tonem.
Grace znowu przytuliła Pauline, jeszcze mocniej niż wcześniej.
- Mieszkamy obok siebie ! Obok siebie ! - krzyczała pełnym entuzjazmu głosem – Możemy się odwiedzać ! Będę do ciebie codziennie przychodzić !
Grace z entuzjazmem ruszyła w stronę pokoi. Różowy kapelusz śmiesznie podskakiwał na pełnej rudych loków głowie. Zrezygnowana Pauline podążyła za nią. Już teraz bała się codziennych wizyt zbyt radosnej dziewczyny...

***
Pan Debiane przechadzał się niespokojnie po swoim gabinecie. W jego głowie biły się sprzeczne myśli. Kochał operę, ale nie mógł tu zostać. Tak, Debiane zdecydowanie miał dość Upiora, a przede wszystkim, ukrywania przed przychodzącymi do opery ludźmi, ze w gmachu grasuje Upiór. Cena, którą zaproponował Bonner była odpowiednia, nawet zbyt duża jak za nawiedzoną operę. Jeszcze dzisiaj przedstawi go Erikowi i w końcu nie będzie musiał martwić się o to ile baletnic każdego dnia przeraża Upiór.

***
Pokój był mały, właściwie była to połówka małego pokoju, gdyż przedzielono go cieńką, drewnianą ścianką. Komuś – ku zdziwieniu Pauline – udało się tam upchnąć łóżko, malutką szafę, stolik i zupełnie niepasujące do wystroju pokoju, wielkie lustro.
Podekscytowana Pauline weszła do środka i usiadła na łóżku. Grace poszła do swojego pokoju, ale Pauline miała wrażenie, że dziewczyna nie wytrzyma w samotności nawet kilku minut i za chwilę przyjdzie z nią porozmawiać. I rzeczywiście kilka minut później, Grace z impetem wparowała do pokoju. Była przerażona.
- Grzebień ! Zniknął ! To on ! Ukradł ! Wziął ! Nie ma ! Nigdzie ! - krzyczała jeszcze bezładniej niż zazwyczaj.
Pauline podeszła do niej, położyła ręce na jej ramionach i mocną nią potrząsneła.
- Uspokój się ! - powiedziała stanowczo
- To...to był on, Pauline – głos Grace drżał ze zdenerwowania.
- Co za on ? I powiedz mi co się stało !
- Ja... ja położyłam grzebień na stole – opowiadała Grace z wielkim przejęciem – Odwróciłam się na chwilę, a gdy chciałam się uczesać, grzebienia już nie było. To on to zrobił. To musiał być on !
Łzy strumieniami zaczęły spływać po twarzy dziewczyny.
- Uspokój się, Grace ! - Pauline raz jeszcze potrząsnęła przerażoną koleżanką. - Kim jest ten on ?
- Uu...piór – wyjąkała cicho, jakby z przestrachem Grace
- Co za Upiór ?
- Nie słyszałaś jeszcze o Upiorze Opery ?!
- Nie, nigdy nie słyszałam o tym duchu.
- Upiorze, Pauline, Upiorze !
Grace znów była w swoim żywiole. Nareszcie mogła podzielić się z Pauline jakąś ciekawą historią.
- Baletnice opowiadały mi... - zaczęła.
Jej głos przepełniony był dawnym entuzjazmem.
- Wierzysz baletnicom ?! - zdziwiła się Pauline – Przecież one są znane w całej operze z nazbyt wybujałej wyobraźni.
- Ale ta historia to prawda ! - powiedziała Grace obrażonym tonem - Wiem, że to prawda ! A teraz słuchaj !
Złość dziewczyny przeszła tak nagle jak się pojawiła, zastąpiona przez nowy atak entuzjazmu.
- Wszyscy pracownicy opery wiedzą, że w gmachu grasuje Upiór ! Baletnice mówią, że na początku ludzie uważali go za dobry znak, talizman, dzięki któremu udawały im się wszystkie występy, ale to się zmieniło. Z opery zaczęły znikać należące do pracowników rzeczy, takie jak mój grzebień, ludzie od razu wiedzieli, że to Upiór ukradł...
- Żal mi tego Upiora. – wtrąciła Pauline – Ktoś zgubi grzebień i od razu mówi, że to Upiora wina.
- Dlaczego mieliby nie oskarżać Upiora, skoro wiadomo, że to on kradnie ?! - zdziwiła się Grace.
- To, że ludzie myślą, że Upiór kradnie, nie znaczy, że to on. Sami gubią swoje rzeczy, a potem muszą zrzucić na kogoś winę.
- To Upiór ! Każdy to wie ! Zresztą kradzieże nie są najgorsze ! Upiór zabija !
- Zabija ?!
- Tak ! Podobno kilka osób znaleziono powieszonych ! Wszyscy wiedzą, że to robota Upiora !
- A czy ktoś widział tego Upiora ? - zapytała sceptycznie Pauline
- Pan Belmar go widział ! Miał na twarzy białą maskę, był ubrany na czarno i miał długą, też czarną pelerynę, która powiewała.... - Grace zatrzymała się na chwilę, szukając w swoim małym móżdżku pasującego tu przymiotnika – operowo. - powiedziała w końcu.
- A wszyscy traktują przywidzenia pana Belmara poważnie ? - Pauline uśmiechnęła się złośliwie.
- Twierdzisz, że nie wiem co mówię, że to zwykłe plotki ?! Myślałam, że jesteś inna ! Że będziesz dobrą przyjaciółką ! - krzyczała wściekła Grace
- Ja nie chciałam ! Nie miałam tego na myśli ! - Pauline starała się ratować sytuację.
Grace jednak w ogóle jej nie słuchała. Wybiegła z pokoju, mocno trzaskając drzwiami.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Rozdział 1 - Przesłuchania

poniedziałek, 18.maja.2009, 20:37
2 lata później

Przed Pauline Aragon wyrastał wielki, pięknie zdobiony, gmach altarskiej opery. Zatrzymała się. Tak, wreszcie była na miejscu. Zawsze marzyła o występowaniu w operze, ale bała się przekroczyć wrota tajemniczego, nieznanego jej świata. W końcu niepewnie zaczęła wspinać się po prowadzących do wejścia schodach. Położyła rękę na pozłacanej klamce i otworzyła drzwi. A raczej próbowała otworzyć. Drzwi obojętnie jak mocno je popychała nie ruszały się nawet o centymetr.
- Cholera – przeklęła głośno
- Spokojnie, panienko – Pauline dopiero teraz zwróciła uwagę na zamiatającego schody, młodego chłopaka, patrzącego na nią z politowaniem - Na czas przesłuchań do chóru opera będzie zamknięta.
- Przesłuchania już się rozpoczęły ?! - krzyknęła przerażona.
Czy przez ciągłe, powodowane zdenerwowaniem, przystanki spóźniła się ?
- Tak, ale może uda się panience dostać do środka wejściem dla aktorów. Zaprowadzę panienkę !
- Dziękuję – uśmiechnęła się do niego.
Chłopak, nie zwracając nawet uwagi na to, czy Pauline idzie za nim, ruszył przed siebie.
- Niech panienka popatrzy na te gargulce – powiedział chłopak tonem znawcy – To najstarsze zdobienia w całym Altar.
Dziewczyna spojrzała na siedzące na dachu opery posągi. Były piękne, ale przy dłuższym oglądaniu potrafiły wywołać u patrzącego dziwny niepokój.
Chłopak skręcił w wąską uliczkę, prowadzącą na tyły opery. Zatrzymał się przy małych, drewnianych drzwiach, nie tak okazałych jak frontowe wejście do gmachu. Wisiała na nich zardzewiała tabliczka z napisem „Przejście Służbowe”.
- Jesteśmy na miejscu. Może jeszcze uda się panience dostać na przesłuchania.
- Naprawdę bardzo panu dziękuje, panie... - zawahała się. Nie znała jeszcze nazwiska miłego chłopaka.
- Mam na imię Evarin. A panienka ?
- Pauline Aragon. Bardzo miło cię poznać. I skończ z tą panienką. Jestem po prostu Pauline – uśmiechnęła się szeroko .
- A zatem powodzenia Pauline. Mam nadzieje, że jeszcze się spotkamy.
Dziewczyna otworzyła drzwi. Jej oczom ukazał się wyjątkowo mały pokój. Na jego środku stało biurko, za którym siedział jakiś mężczyzna. Cały pokój wypełniało jego głośne chrapanie. Pauline niepewnie szturchnęła go w ramię.
- Nie odbieraj mi lodów bananowych ! Nie proszę ! - krzyknął, jeszcze nie do końca obudzony.
- Nie mam pańskich lodów – Pauline z całych sił starała się nie wybuchnąć śmiechem.
- Tu nie wolno wchodzić ! Jeśli chcesz dostać się do opery, przyjdź jak skończą się przesłuchania ! - mężczyzna starał się mówić bardzo poważnie, przez wzgląd na kompromitujące wydarzenie sprzed kilku sekund.
- Ale ja przyszłam na przesłuchania ! Spóźniłam się trochę, ale chyba może pan wpuścić mnie do środka ? - uśmiechnęła się bezradnie.
- Możesz wejść. Przesłuchania jeszcze się nie skończyły. Najpierw prosto, potem w lewo.
Otworzył położone z tyłu pokoju, małe drzwiczki i wypchnął przez nie Pauline. Idąc korytarzem dziewczyna usłyszała jeszcze szeptane z tyłu słowa.
- Mam za dobre serce. Zdecydowanie za dobre serce.
***
Po kilku minutowym marszu, przypominającymi labirynt korytarzami opery, Pauline dotarła do dużej, dobrze oświetlonej sali, położonej niedaleko sceny. Było tam kilka osób, wciąż czekających na swoją kolej w przesłuchaniach.
- Hej ! Usiądź tu ! - jakaś dziewczyna pomachała do Pauline.
Pauline podeszła do wskazanego miejsca.
- Cześć ! Jestem Grace Candea ! Jak masz na imię ?! Przyszłaś na przesłuchania !? Ja też !! Czy budynek opery nie jest piękny ?!
Pauline miała problem z ogarnięciem słów, które strumieniami wylewały się z ust dziewczyny.
- Nazywam się Pauline Aragon - odpowiedziała w końcu.
- Bardzo miło cię poznać Pauline ! - skóra Grace wydawała się lśnić od wewnętrznego entuzjazmu.
- Następna – usłyszały głos, dochodzący z okolic sceny.
- Teraz moja kolej !!! Moja kolej ! Życz mi powodzenia, Pauline !
Grace zerwała się z krzesła i biegiem ruszyła w stronę wejścia.
- Powodzenia – powiedziała cicho Pauline w stronę różowej sukienki, powiewającej za rozentuzjazmowaną dziewczyną.
***
Erik ze znudzeniem patrzył w stronę sceny, na która wdrapywała się kolejna spragniona operowej kariery dziewczyna.
- Jak się nazywasz ? - zapytał, siedzący obok Erika dyrektor Debiene.
- Pauline Aragon – odpowiedziała dziewczyna, głosem drżącym ze zdenerwowania.
Ktoś popchnął wciąż stojącą w cieniu Pauline w kierunku oświetlonego środka sceny.
Erik zamarł w chwili, gdy światło oświetliło twarz dziewczyny. Te zielone oczy, kręcone, brązowe włosy. Pauline wyglądała jak Christine, jak jego Christine. Przypomniał sobie jak odpłynęła z Raulem, jak zostawiła go na zawsze.
- Zaśpiewaj dla nas drogie dziecko – głos pana Debiene przerwał rozmyślania Erika.
Salę wypełnił delikatny sopran Pauline. Dziewczyna miała naprawdę piękny głos, bardzo podobny do głosu Christine.
- Co o niej myślicie, panowie ? - Debiane szeptem zapytał Devrila i Erika.
- Bierzemy ją ! Jest genialna ! - powiedział chórmistrz ze zwykłym sobie entuzjazmem.
- A co pan o niej sądzi, panie Destler ? - dyrektor zwrócił się do nie odrywającego wzroku od Pauline, Erika.
- Ma piękny głos. Myślę, że będzie dobrą śpiewaczką.
Pauline zakończyła krótką, opowiadającą o jeżu piosenkę ludową.
- Przyjmujemy cię, Pauline. Porozmawiaj z panem Belmarem, powie ci wszystko, co powinnaś wiedzieć o pracy w operze.
Szczęśliwa Pauline ruszyła w stronę wskazanego przez dyrektora mężczyzny. Będzie śpiewać w operze. Wciąż nie mogła uwierzyć, że jej największe marzenie w końcu się spełniło.

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Prolog

sobota, 16.maja.2009, 20:51
! UWAGA !
Jest to fanfick bardzo luźno oparty na fabule Upiora w Operze. Wszystko dzieje się w typowej krainie fantasy, w wielkim mieście Altar. Tuż po odejściu Christine, Erik przyjeżdża tam chcąc rozpocząć nowe życie...

Prolog
Tajemnicza, odziana w czerń postać szybkim krokiem przemierzała ulice Altar. Ukryte w cieniu kapelusza, zielone oczy z zaciekawieniem przyglądały się mijanym ludziom. Dolną część twarzy dziwnego mężczyzny, osłaniała chusta. Nagle zatrzymał się patrząc, na przyklejone do jednego z reklamowych słupów, ogłoszenie.
- Altarska opera poszukuje chórzystów do nowego przedstawienia. Chętnych prosimy o przybycie do gmachu teatru wieczorem, 16 lutego – przeczytał na głos.
To była szansa na jaką czekał odkąd opuścił podziemia paryskiej opery. Dostanie się do chóru, a może nawet osiągnie więcej ? Ale nikt nie może zobaczyć jego twarzy. Twarzy, przez którą nie mógł dzielić się ze światem nadzwyczajnym talentem, twarzy przez którą Christine wybrała Raula, zamiast jego, słynnego Erika, Upiora Opery. Skierował się w stronę górującego nad innymi zabudowaniami, gmachowi opery. Kilka minut później był już na miejscu. Poprawił kapelusz tak by zasłaniał jak największą część twarzy i niepewnie przekroczył bogato zdobione drzwi gmachu. W środku było wielu ludzi, mających nadzieję na operową karierę, ale dosyć szybko dostał się do pomieszczenia, w którym przesłuchiwano kandydatów. Stanął na wielkiej scenie, wśród nie sprzątniętych jeszcze, po ostatnim przedstawieniu dekoracji. Naprzeciwko niego przy podłużnym drewnianym stole, siedziało trzech mężczyzn.
- Witaj – powiedział jeden z nich - Jestem pan dyrektor Debiane. To chórmistrz Devril i dyrektor muzyczny pan Poligny. - wskazał na towarzyszy – Jak się nazywasz ?
- Gabriel Evron – Sam nie wiedział, dlaczego nie podał prawdziwego nazwiska
- Dobrze, Gabrielu. Zaśpiewaj coś dla nas – Dyrektor uśmiechnął się dobrodusznie
Erik zaśpiewał krótką piosenkę, którą skomponował kiedyś, specjalnie dla Christine. Wszyscy byli oczarowani jego występem
- Na pewno dołączysz do chóru, a może nawet damy ci jakąś małą rolę ! –
Głos chórmistrza drżał od nadmiaru entuzjazmu.
- Ale najpierw musisz pokazać nam swoją twarz – pan Poligny popatrzył zimno na Erika
- Nie ! Nigdy nie zobaczycie mojej twarzy ! – krzyknął Erik
- Panie Belmar – Poligny skinął na stojącego za Erikiem maszynistę
Mężczyzna szybkim ruchem zerwał kapelusz i chustę, odsłaniając twarz upiora. Cała sala wypełniła się, pełnym przerażenia i obrzydzenia krzykiem, bowiem Erik wyglądał potwornie. Jego skóra miała kolor zżółkłego pergaminu,w ciemnych głębokich oczodołach jaśniały małe, widoczne tylko w ciemnościach złote punkciki, nie miał też nosa.
- Wynoś się stąd ! Nie potrzebujemy tutaj potworów ! - dyrektor Debiane starał się nie patrzeć na okropną twarz Erika.
Upiór okrył twarz dłońmi i wybiegł z opery. Wpadł na dziwną, przerażająco chudą postać.
- Chcesz być normalny, prawda? - zapytał.
- Tak, za wszelką cenę! - odpowiedział bez zastanowienia Erik. – Ale kim jesteś?
- Kimś, kto może ci pomóc – mężczyzna uśmiechnął się tajemniczo. – Wystarczy, że oddasz mi swoją duszę.
- Zgadzam się, ale powiedz kim jesteś !
- Dobrze twoja twarz, będzie normalna, ale pamiętaj, że twoja dusza należy do mnie. Do diabła – dodał śmiejąc się szyderczo...
Twarz Erika, zgodnie z obietnicą diabła stała się normalna,. Dołączył do chóru. Jakiś czas późnej zastąpił pana Poligy na stanowisku dyrektora muzycznego. Stał się bogaty i sławny, jednak zawarta z diabłem umowa sprowadziła na niego nowe kłopoty...
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:


- rest of menu -

2009
maj (4)
czerwiec (1)

Linki



Ocenialnie
Oceniam


Opinions


Twilightowo


Lolita


Oceny obiektywne


Blogi
Recommended



Lucida Sans Unicode. xHTML 1.0.
Motyw z filmu The Phantom of the Opera.
Chcesz taki szablon?

The Phantom of the Opera...